• Wpisów:373
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:35
  • Licznik odwiedzin:103 405 / 2025 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Beagle
nazwa rasy Beagle
nazwa oficjalna Beagle
kraj pochodzenia Wielka Brytania
numer fci 161
grupa fci VI (psy gończe)
Opis rasy beagle Beagle to jeden z najpopularniejszych psów w USA. Mały, wesoły, zawsze gotowy do zabawy, wierny człowiekowi. W XV wieku chodowany w Anglii do polowań na drobną zwierzynę.
  • awatar Gość: oooooo sweet
  • awatar pissing: <3
  • awatar Gość: Mały, ale żarłoczny! Bardzo trzeba uważać, bo ma tendencje do tycia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W sobotni poranek plaża w Huntington Beach w Kalifornii wypełniła się po brzegi entuzjastami surfingu. Nie byli to jednak zwykli surferzy, lecz psy, który przybyły na 3. Doroczny Konkurs Surfingu dla Psów.

Pieski ustawiały się w kolejce już od 7 rana. Największą atrakcją był owczarek australijski imieniem Abbie Girl, który podczas konkursu miał podjąć próbę bicia rekordu Guinessa na najdłuższy ślizg na jednej fali wykonany przez psa. Minimalnym dystansem, który musiała pokonać psina było 24,5m, czyli prawdziwe wyzwanie, nie tylko dla zwierząt ale także dla niektórych „ludzkich” surferów

Abbie nie miała jednak tremy. Wyposażona w GPSa, ledwo zamoczyła swój ogon w wodzie, balansując
na falach niczym prawdziwy zawodowiec. O 9.30 jej właściciel wsadził ją na deskę i odpłynął razem z nią kawałek od brzegu gdzie razem czekali na idealną falę. Kiedy ta w końcu pojawiła się na horyzoncie, pan Michael zostawił Abbie, aby sama „wysurfowała” sobie drogę do brzegu.

Surfujący pies - rekord Guinessa

Po zakończeniu konkursu, sędziowie pobrali dane z GPSa umieszczonego na jej ciele. Końcowe wyniki okazały się szokujące – 60 metrów, co pozwoliło Abbie ustanowić nowy rekord Guinessa!
 

 
Wszystkich miłośników zwierząt, a w szczególności wielbicieli koni, na pewno zainteresuje fakt, że wyłoniono nowego najstarszego konia na świecie. Został nim 51-letni Shayne rasy Irish Draught.

Długowieczność Shayne’a tłumaczy fakt, że kasztanowaty koń całe życie spędził w prywatnych, dobrze utrzymanych stajniach, a dosiadano go naprawdę sporadycznie.

Dziei temu może dziś wesoło galopować po wybiegu, a jego forma wpędza w kompleksy osobniki młodsze od niego nawet o 20-30 lat.

„Shane to naprawdę wspaniały koń. Czasem zapominamy nawet ile ma lat. Dokucza mu lekki artretyzm, jednak wciąż jest bardzo aktywny” – wypowiada się obecna opiekunka konia, pani Sue Barton.

Co ciekawe, najstarszy koń na świecie mieszka obecie w tej samej miejscowości, z której pochodzi aktualny najstarszy pies świata, 24-letni Pip.

W specjalnym domu opieki dla koni, w którym obecnie przebywa Shayne, niczego mu nie brakuje. Do dyspozycji ma 40 akrów wolnej przestrzeni i aż 4 posiłki dziennie. Jego wysokokaloryczna dieta składa się przede wszystkim z błonnika, buraków cukrowych i lucerny. Aby utrzymać stałą wagę 480 kg podaje mu się także kapustę.

http://rekordyguinessa.pl/najstarszy-kon-swiata/


„Parę lat temu uważano, że wielkim wyczynem jest jeśli koń dożyje 15 lat. Dziś, dzieki odkryciom w medycynie, wiek ten można znacznie wydłużyć” – dodaje Sue.

Jego poprzednia właścicielka niestety nie posiadała jego aktu urodzenia, jednak uwagi o jego stanie zdrowia odnotowywane przez weterynarzy w ciągu całego jego życia stanowią dowody na to, że Shane ma już na karku 51 lat.


„Jesteśmy dumni z naszego ośrodka i z opieki jaką zapewniamy starszym koniom. Shane to doskonały przykład na to, jak bezstresowe życie wpływa na długowieczność tych zwierząt”.

Wszystkich pragnących poczytać więcej zapraszamy na Rekordy Guinessa koni – końskie rekordy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Noody, a właściwie Luscombe Nodram, siedmioletni koń rasy Shire mieszkający w Melbourne został uznany najwyższym ogierem na świecie.

Ten australijski największy koń świata ten mierzy aż 205cm i waży półtorej tony. Nie wygląda jednak on na olbrzymiego ogiera, gdyż jest dość proporcjonalnie zbudowany. Jego właścicielka przewozi go w odpowiedniej wielkości przyczepie, która może pomieścić olbrzymiego zwierzaka. Podróże są dość częste, gdyż Jane Greenman jeździ je swoim ulubieńcem na różne pokazy i zawody w Australii.

Olbrzymi wzrost i waga Nodd’ego nie jest przypadkiem. Należy on do największej i najcięższej rasy koni na świecie. Jeden z przodków Nood’ego – Ladbrook Ivader również znalazł się w Księdze Rekordów Guinnessa. Było to w 1981 roku.
  • awatar Gosiak66: Nieźle !! Nie wiedziałam że koń może aż tyle ważyć!!
  • awatar pissing: omg ale wielgachny ! :o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Na naszej stronie możecie przeczytać już o najwyższym koniu na świecie oraz o innych „końskich” rekordach. Niedawno jednak do jurorów Rekordów Guinnessa zgłosiła się właścicielka, rzekomo najmniejszego źrebaka na świecie.

Posłuchajcie historii o Einsteinie. Kiedy przyszedł na świat w kwietniu zeszłego roku, w Barnstead w New Hampshire, w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, ważył zaledwie 2,7 kg i mierzył 35,5 cm wysokości. Jego właścicielka, dr Rachel Wagner, od razu wiedziała, że Einstein z łatwością mógłby odebrać tytuł najmniejszego konia na świecie obecnej rekordzistce, klaczy Thumbelinie (ang. Calineczka). Jednak aby to się stało, Einstein musi najpierw skończyć 4 lata i przestać rosnąć.


Posłuchajcie historii o Einsteinie. Kiedy przyszedł na świat w kwietniu zeszłego roku, w Barnstead w New Hampshire, w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, ważył zaledwie 2,7 kg i mierzył 35,5 cm wysokości. Jego właścicielka, dr Rachel Wagner, od razu wiedziała, że Einstein z łatwością mógłby odebrać tytuł najmniejszego konia na świecie obecnej rekordzistce, klaczy Thumbelinie (ang. Calineczka). Jednak aby to się stało, Einstein musi najpierw skończyć 4 lata i przestać rosnąć.Najmniejszy koń świataEinstein - najmniejszy koń świata

Trzeba jeszcze dodać, że Calineczka jest tak naprawdę karzełkiem, a nie po prostu mniejszą wersją normalnego zdrowego konia, tak jak Einstein.


Trzeba jeszcze dodać, że Calineczka jest tak naprawdę karzełkiem, a nie po prostu mniejszą wersją normalnego zdrowego konia, tak jak Einstein.Einstein i Hannah

Najlepszym przyjacielem Einsteina jest ogromny ogier – Playboy, oraz pies rasy bernardyn – Hannah. „Kiedy zwierzaki bawią się razem, Einstein nie ma żadnych kompleksów i zachowuje się jak normalnych rozmiarów koń – biega dookoła, rży i staje na tylnich nogach”, mówi właścicielka. „Nie możemy mu jednak pozwalać na przebywanie w stadzie z większą ilością koni, ponieważ z uwagi na jego niewielkie rozmiary, mógłby zostać zadeptany.”

źródło:
http://rekordyguinessa.pl/najmniejszy-kon-swiata/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W miejscowości El Dorado Hills w stanie Kalifornia urodził się szczeniak, który zdaje się zaprzeczać wszelkim prawom natury. Będąc niewiele większym od wizytówki, miał prawdziwe szczeście, że przeżył. Mając zaledwie parę dni, zdołał wygrać ze śmiercią aż czterokrotnie.

W chwili narodzin, psiak był tak mały, że spokojnie mieścił się na łyżce stołowej. 2 tygodnie później, nieco podrósł, lecz wciąż nie był nawet większy od iPhone. Przez pierwsze dni swojego życia musiał być karmiony równo co cztery za pomocą butelki, ponieważ jego pyszczek był zbyt mały, aby ssać mleko od matki.
Malutka psina imieniem Beyoncé, zawdzięcza życie fundacji charytatywnej Grace Foundation. To właśnie oni uratowali jej matkę, błąkającą się bezpańsko po ulicach, najpierw od uśpienia, a następnie od aborcji.
5 dni później, 8 marca, na świat, wraz z piątką rodzeństwa, na świat przyszła Beyoncé. Po stwierdzeniu przez weterynarza braku tętna i oddechu, psa trzeba było natychmiast reanimować. Masaż serca i sztuczne oddychanie przeprowadzone przez dr Michaela Russell’a uratowały szczeniakowi życie.

Imię, które otrzemała psina jest nieprzypadkowe. Beyoncé to jedna z wokalistek wykonujących utwór „Survivor” (ang. ocalały).
 

 
Najbogatszym kotem świata jest pochodzący z Włoch Tommaso. Jego właścicielka, Maria Assunta, która fortunę zdobyła obracając nieruchomościami, zostawiła mu w spadku 10 milionów euro, czyli ponad 45 milionów polskich złotych.

Żeby tego było mało, kociak odziedziczył nie tylko pieniądze ale też majątek ziemski w luksusowej dzielnicy na przedmieściach Rzymu, dwa apartamenty w Rzymie i Milanie, niezliczone konta bankowe oraz domek letniskowy wraz z ogrodem w Kalabrii na południu Włoch.

Jak ustaliła jedna z brytyjskich gazet, pani Assunta w 2009 roku podpisała testament, w którym przekazała cały swój majątek kotu, a prawnikom poleciła znaleźć godną zaufania organizację, która po jej śmierci opiekowałaby się jej pupilkiem.

Jako że włoskie prawo zabrania kotom oraz jakimkolwiek innym zwierzętom być spadkobiercami, Tommaso musiał znaleźć sobie najpierw odpowiedniego powiernika. Na to stanowisko idealnie nadawała się pielęgniarka imieniem Stefania, którą wspólnie poznali w miejscowym parku.

„Nie miałam najmniejszego pojęcia o tym, że pani Assunta była tak bogata”, wypowiada się pani Stefania. „Strasznie doskwierała jej samotność, opiekowała się zatem swoim kotem najlepiej jak umiała. Sądzę, że niektórzy nie dbają tak nawet o własne dzieci”, dodaje.

„Obiecałam jej, że będę się nim zajmować kiedy nie będzie już jej wśród nas. Chciała mieć pewność, że Tommaso będzie w dobrych rękach i będzie otrzymywał dużo miłości i czułości. Na moją decyzję nie wpłynęła wizja fortuny. Nigdy, w najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie, że pani Assunto ma aż tyle pieniędzy”.

Obecnie, pani Stefania i Tomasso mieszkają razem niedaleko Rzymu. Nie ujawnili też jeszcze jak Tommaso zamierza wydać swoje pieniądze.
  • awatar pissing: hahha :D ma kicia szczęście =P
  • awatar Gość: mogę go zabrać :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Pies Bawet zatrzymał 20-letniego mieszkańca powiatu kutnowskiego, który włamał się do samochodu osobowego.

Do zdarzenia doszło 3 grudnia, ok. godz. 23, przy ulicy Aleje ZHP w Kutnie. Policjanci otrzymali zgłoszenie, że na parkingu osiedlowym do opla Astry włamuje się młody człowiek. Sprawca wybił szybę w samochodzie i z bagażnika zabrał skrzynkę narzędziową. Następnie oddalił się w stronę rzeki Ochni.
Dyżurny na miejsce skierował patrole mundurowych. Policjanci szybko namierzyli włamywacza, który na ich widok zaczął uciekać. Stróże prawa podjęli pościg. W zatrzymaniu przestępcy pomógł pies służbowy Bawet, który obezwładnił uciekiniera.

Jak się później okazało 20-latek miał około 2 promili alkoholu w organizmie. Zostały mu postawione zarzuty kradzieży z włamaniem. Za to przestępstwo grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/493794,Kutno-policyjny-pies-obezwladnil-wlamywacza
 

 
*Przez trzy dni pies ogrzewał innego potrąconego kundelka i próbował sprowadzić pomoc. Kiedy zwierzęta odnalazła straż miejska, ludzie dziwili się, że jeszcze żyją. Wiedzieli o wszystkim i nie pomogli*

Wracający z wieczornegio patrolu funkcjonariusze łódzkiej straży miejskiej dostrzegli dużego psa, podobnego do wilczura. Zwierzę zachowywało się, jakby chciało zwrócić na siebie ich uwagę. Niczym w filmie "Lassie", pokazywało strażnikom, by podążyli za nim.

Okazało się, że pies prowadzi ich w stronę, gdzie w rowie leży bez siły inny czworonóg - głodny i wychudzony wydał się funkcjonariuszom ofiarą wypadku drogowego. Kundelek miał problemy z poruszaniem się i nie mógł sam wydostać z pułapki.

Strażnicy wydobyli zwierzę z rowu i nakarmili je własnymi zapasami. Zaczęli też wypytywać okolicznych mieszkańców, czy wiedzą coś o wcześniejszych losach zwierzaków.

To, czego się dowiedzieli, okazało się być prawdziwym dramatem. Piesek uwięziony w rowie trzy dni wcześniej faktycznie został potrącony. Drugi czuwał przy nim dzień i noc i próbował sprowadzić pomoc.

- Na pytanie, dlaczego nikt nie ratuje tego psiaka, uzyskaliśmy odpowiedź, że gmina nie ma podpisanej umowy ze schroniskiem a mieszkańcy są bezradni (pytano nas czy ten pies jeszcze żyje) - piszą strażnicy na swojej stronie internetowej. Według ich relacji biernością wobec cierpienia zwierzęcia wykazali się nie tylko mieszkańcy wsi, ale takze lokalne służby - policja i straż pożarna nie przyjechały po zgłoszeniu wypadku.

Do psa przyjechał dopiero weterynarz z sąsiedniej wsi. Bezpłatnie opatrzył zwierzaka, a strażnicy miejscy znaleźli obu psom nowy dom.
*ŹRÓDŁO*

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/501174,Pies-uratowal-psa-Ludzie-byli-obojetni
 

 
nazwa rasy alaskan malamute
nazwa oficjalna Alaskan Malamute
kraj pochodzenia USA
numer fci 243
grupa fci V (szpice i psy pierwotne)

Opis psa: Piękne, dumne o wspaniałym futrze, efektownym wyglądzie... to najczęściej te cechy sprawiają, że wiele osób decyduje się właśnie na tę rasę. Niestety przy wyborze rasy zbyt często pomijane są
potrzeby malamutów. Nie należy zapominać, że są to psy aktywne, lubiące ruch, długie spacery, a przede wszystkim pracę. Malamut jest również zwierzęciem bardzo stadnym. Oznacza to, że jak swoje stado traktuje rodzinę w której żyje, tak więc ludzka rodzina jest dla niego również stadem.
Malamut ma skłonności do zachowań dominacyjnych. Musi więc mieć ustaloną pozycję w stadzie.
Powinien być prowadzony ręką łagodną, ale stanowczą. Wszelkie próby „wchodzenia na głowę” właścicielowi powinny być natychmiast korygowane. Tak zwany „trudny czas” malamuty przechodzą zwykle w młodym wieku najczęściej między 6 a 18 miesiącem życia. Większość psów szybko pojmuje, że w tym stadzie alfą nie będzie. Zdarzają się jednak osobniki, które na zrozumienie i zaakceptowanie swojej pozycji w rodzinie będą potrzebowały więcej czasu, a przede wszystkim naszej cierpliwości i konsekwentnego postępowania. Malamuty z natury łagodne dla człowieka mogą być dominujące w stosunku do innych psów. Będą chciały sobie je podporządkować. To cecha typowa dla rasy lecz z różnym skutkiem można próbować ją nieco skorygować. Charakter malamuta można określić jako pomieszanie lenistwa z energią. Tak samo jak biegać lubią zwyczajnie poleniuchować. Szybko przystosowują się do nowych warunków.
Z natury łagodny malamut absolutnie nie nadaje się na stróża posesji. Może odstraszyć na pierwszy rzut oka co najwyżej wilczym wyglądem, lecz cóż z tego jeśli za chwilę będzie przyjaźnie machał ogonem i domagał się pieszczot. Ponieważ jest zwierzęciem stadnym nie powinien zostawać sam na długie godziny. Kiedy nikt się nim nie zajmuje malamut sam znajdzie sobie zajęcie – ogryzanie mebli, dywanów, rogów ścian... Nie jest wyjściem z sytuacji zamknięcie psa na długie godziny w kojcu, aby nie zniszczył ogródka. Będzie tam bowiem bardzo nieszczęśliwy. Odizolowany od swojego stada popadnie w depresję. Podsumowując ten piękny pies o prymitywnej północnej urodzie i niezwykle łagodnym usposobieniu potrzebuje zajęcia, towarzystwa i odpowiedniego wychowania, a na pewno stanie się niezastąpionym towarzyszem. Malamut nie jest psem dla każdego!
 

 
nazwa rasy nowofunland
nazwa oficjalna Newfoundland
kraj pochodzenia Kanada
numer fci 50
grupa fci II (pinczery, sznaucery, molosy i szwajcarskie psy pasterskie)

Opis rasy nowofunland Nowofunland, inaczej wodołaz, pochodzi z Kanady, prawdopodobnie od psów indiańskich. Lubi wodę i dlatego ceniony jest w ratownictwie wodnym. Ze względu na swoje rozmiary nowofunland budzi respekt, jednak nie jest psem agresywnym. Lubi dzieci, jest spokojny i przywiązany do rodziny. Nie potrzebuje długich spacerów, jeżeli ma zapewnione wystarczająco dużo miejsca w ogrodzie. Waga dochodzi do 75kg.
  • awatar Gosiak66: Kocham te psiaki to jedna z moich ulubionych ras:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bezpański pies uratował życie człowiekowi – to dowód na to, że najlepsze scenariusze pisze życie. Ten wydarzył się w Kielcach



Młoda suczka rasy bernardyn, wcześniej uratowana od zamarznięcia, odnalazła starszego człowieka, którego całą noc szukało niemal stu policjantów, także z psami. Rodzina zaginionego nie traciła nadziei na szczęśliwe zakończenie historii modląc się, by Bóg zesłał mu opiekuńczego anioła. Zesłał Łatkę.

Z początku wydawało się, że to historia, jakich wiele. W największe tej zimy mrozy była wieloletnia dyrektorka kieleckiego Teatru Lalki i Aktora Kubuś Irena Dragan nad kieleckim zalewem znalazła młodą suczkę. W tamte okolice chodziła na spacer ze swoim psem i widziała, jak bernardynka czeka ciągle w tym samym miejscu, jakby na właściciela. Pani Irena nie miała serca zostawić psiny w mroźną pogodę. Skrajnie wycieńczoną zabrała do weterynarza. Okazało się, że półtoraroczna suczka wymaga leczenia, miała kłopoty z żołądkiem, była wyziębiona. W dodatku bała się wejść do samochodu, być może była to sprawa doznanego urazu. Ciepły kąt znalazła u pani Ireny. To był jednak dopiero wstęp do opowieści, której nie powstydziłby się najlepszy scenarzysta filmowy.

PRZEZNACZENIE

Pani Irena, wielka miłośniczka zwierząt, Łatki, bo tak nazwała psią "znajdę” nie mogła zatrzymać. W mieszkaniu ma już bowiem jednego, także dużego psa. Z pomocą między innymi "Echa Dnia” rozpoczęła poszukiwania dobrego domu dla swojej tymczasowej podopiecznej. Choć bernardynka jest wspaniałym, pięknym i mądrym psem po umieszczeniu ogłoszeń w prasie wcale nie rozdzwoniły się telefony. Dopiero w poniedziałek wieczorem zadzwonił jeden człowiek zainteresowany adopcją suczki. Miał przemyśleć sprawę i ewentualnie odebrać Łatkę we wtorek rano. Tak się nie stało…na szczęście.

RODZINNY DRAMAT

W poniedziałkowe popołudnie pan Antoni jak zwykle wyszedł ze zorganizowanych zajęć w Domu Pomocy Społecznej i miał dotrzeć do domu, gdzie czekała na niego żona. Starszy człowiek już wcześniej miał kłopoty ze zdrowiem, zdarzało się, że i z pamięcią. – Zwykle wracał po godzinie 15. Tym razem nie było go. Obdzwoniliśmy z dziećmi znajomych. Po godzinie 20 zawiadomiliśmy policję. Ekipie z psem policyjnym dałam ubranie męża, które miało być przydatne w tropieniu. Do godziny 1 w nocy trwały poszukiwania, ale bez skutku – opowiada z płaczem żona pana Antoniego. Sama obdzwaniała szpitale, uruchomiła rodzinę w Busku-Zdroju, rodzinnym mieście męża, która szukała krewnego na dworcu.- Policja sprawdzała każdy trop. Obejrzano monitoring z autobusu, na którym było widać, że mąż wsiadł do linii numer 13. Zapamiętał go kierowca. Wysiadł na ulicy Warszawskiej – wspomina żona zaginionego. Rodzina nie traciła nadziei, choć nocne poszukiwania nie przyniosły rezultatu. – Modliłam się, żeby Bóg zesłał mężowi opiekuńczego anioła – mówi kobieta. W nocy z poniedziałku na wtorek nie zmrużyła oka.

CZWORONOŻNY ANIOŁ

We wtorkowy poranek Irena Dragan jak zwykle zabrała obydwa psy na długi spacer nad kielecki zalew. – Chodzę tam, gdzie nie ma ludzi, żeby psiaki mogły swobodnie pobiegać bez smyczy. Zaszliśmy naprawdę daleko. W miejscu, gdzie były już tylko chaszcze Łatka nagle się zatrzymała, po czym puściła się biegiem i zaczęła szczekać. Nie reagowała na moje przywołania. Bałam się, do czego jest zdolna. Nie znam przecież dobrze jej zachowań. Podeszłam bliżej do miejsca, w którym się zatrzymała i zobaczyłam coś czarnego. Nagle w górę uniósł się kijek, jakaś laska. To był człowiek. Nie miał butów, wokół leżały rozsypane leki – opowiada pani Irena.

Próbowała nawiązać kontakt ze starszym mężczyzną, ale nie reagował. – Tylko poruszał laską, jakby chciał powiedzieć: "Tu jestem. Ratunku”. Z telefonu komórkowego szybko wezwała pogotowie i wyszła po sanitariuszy na drogę. – Zaprowadziłam ich na miejsce. Wynieśli człowieka na noszach i powiedzieli, że go uratowałam. Ale to przecież nie ja, tylko Łatka. Ja bym go na pewno nie dostrzegła. Leżał daleko od ścieżki, w miejscu, gdzie nikt nie chodził, a śnieg był po kolana – wspomina Irena Dragan.

WIELKA ULGA

W ten sam wtorkowy poranek syn pana Antoniego także wybrał się nad kielecki zalew. – Intuicja podszepnęła mu żeby tam pójść. Natknął się akurat na odjeżdżającą karetkę. Policjantów zapytał, kogo znaleziono, opisał wygląd ojca. Okazało się, że to właśnie on. Gdy dotarł do domu i powiedział, że mąż został odnaleziony, poczułam niesamowitą ulgę – mówi wzruszona żona pana Antoniego. - Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak do tego doszło. Teraz wiadomo już, że mąż odnalazł się dzięki czworonożnemu aniołkowi – kobieta uśmiecha się przez łzy.

Pan Antoni czuje się dobrze, choć wciąż przebywa w szpitalu. Ma przemrożone nogi i ręce, nie do końca pamięta, co się stało. – Sami się nad tym zastanawiamy. Może chciał pójść do lekarza, który przyjmuje w pobliżu miejsca odnalezienia? Może usnął, a suczka obudziła go szczekaniem? – snuje przypuszczenia żona. Teraz to już nie jest ważne. Najważniejsze, że scenariusz napisany przez życie zakończył się happy endem.

Dosłownie, bo po wczorajszym artykule w "Echu Dnia” rozdzwonił się telefon Ireny Dragan. Wielu jest chętnych, by bohaterskiej Łatce, bernardynce mającej we krwi ratowanie ludzi w śnieżnych warunkach, stworzyć ciepły dom. – Daj Boże żeby znalazła dobrych ludzi, którzy zaopiekują się nią tak, jak pani Irena. Z chęcią przygarnęłabym ją sama, ale jestem już starszą osobą, nie wiem, czy bym podołała – mówi żona pana Antoniego. Ze łzami w oczach dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do odnalezienia jej męża – policjantom, którzy, jak podkreśla, z ogromnym zaangażowaniem podeszli do sprawy, lekarzom, znajomym, którzy szukali i modlili się za pana Antoniego. – I oczywiście pani Irenie i Łatce. Dzięki nim wiem, że nigdy nie można zwątpić. Ta historia to pokazuje. Ktoś tam na górze pięknie to poukładał – mówi żona odnalezionego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W ramach obchodów Światowego Dnia Zwierząt, Rekordy Guinnessa przyznały tytuł najniższego kota na świecie kotce imieniem Fizz (ang. syczeć), mieszkance Kalifornii oraz przedstawicielce rasy Munchkin.

Mimo swoich małych rozmiarów – zaledwie 15 cm – kotka już zasłużyła sobie na miejsce w Księdze Rekordów Guinnessa 2012.

Koty rasy Munchkin, pojawiły się na świecie stosunkowo niedawno, w 1983 roku w Luizjanie. Ich charakterystyczną cechą są wyjątkowo krótkie kończyny, powstałe w wyniku mutacji genetycznej. Właścicielka Fizz, pani Tiffani Kjeldergaard twierdzi, że nigdy nie widziała jeszcze kotka tak małego jak ona, mimo iż hoduje tę rasę już od kilku lat.

Fizz odebrała tytuł najniższego kota świata, osobnikowi mierzącemu 9,5cm wysokości, który zaginął i nie wrócił już do swoich właścicieli.

„Fizz wie, że jest niska jednak nie przeszkadza jej to we wdrapywaniu się na najwyższe miejsca w domu. Nazywam ją ‘księżniczką’ ze względu na jej charakterek jednak przez większość czasu to moja lojalna i kochana przyjaciółka”, komentuje właścicielka.

Światowy Dzień Zwierząt po raz pierwszy obchodzono w 1931 roku na konwencji ekologów we Florencji, jako formę zwrócenia ludzkiej uwagi na los zagrożonych gatunków. Od tego czasu program zyskał na popularności, a swój patronat rozszerzył na wszystkie formy zwierzęcego życia. Dziś obchodzi się go w wielu krajach na całym świecie. Data – 4 października – została wybrana nieprzypadkowo, jest to bowiem święto Św. Franciszka z Asyżu, patrona zwierząt.


 

 
W mieście Reno w Nevadzie w Stanach Zjednoczonych kot o imieniu Stewie pobił rekord Guinnessa, który uznał go najdłuższym domowym kotem na świecie. Według gazety Gazette-Journal najdłuższy kot świata mierzy 123 cm i 19 milimetrów (mierzone od czubka nosa do końcówki ogona). Pięcioletni kot rasy Maine Coon (czyt. mejn kun) został nowym rekordzistą Guinessa w tej kategorii. Poprzedni rekord należał również do konta rasy Maine Coon, który był o 2,5cm krótszy.

W sumie, od razu wiedziałam, że jest to maine coon, bo one z reguły są największe. Chciałabym mieś takiego kota ...

http://rekordyguinessa.pl/najdluzszy-kot-swiata/
  • awatar Świat zwierząt: @gość: Dokładnie, :D
  • awatar Gość: ten to w skoku w dal pobilby rekord ;)
  • awatar Gość: te ogromne bestie to chyba jakies hybrydy ? ..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Darius został uznany największym królikiem na świecie. Mierzy on aż 130cm od czubka nosa aż po koniec ogona. Jego waga to 22kg.

Największy królik na świecie ma zaledwie 12 miesięcy, zjada 12 marchewek, 6 jabłek i 2 kapusty dziennie – mówi Annette Edwards, żywicielka i opiekunka królika.

Pochodząca z Worcester (Wielka Brytania) Anette wyhodowała już 4 największe króliki na świecie, Dariusz jest jej kolejnym wychowankiem.

Na pytanie – „Jak wyhodować tak olbrzymie króliki” – Ann odpowiada – To nie jest żaden sekret, wystarczy traktować je dobrze i opiekować się nimi.

  • awatar Gość: mmm "krolik w sosie musztardowym" na swiateczny stol ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przybliżam wam o nim informacje i zdjęcia ze strony: http://rekordyguinessa.pl/najwiekszy-pies-swiata/




Największym psem świata jest Giant George, czyli Gigantyczy Jerzy, pochodzący z Arizony. Mierzy on 1 metr i 9 cm w kłębie, czyli od łopatek do podłoża, 2 metry i 20 cm od nosa do końca ogona oraz waży 111 kg!

Tak naprawdę, George jest rekordzistą w dwóch kategoriach: największy pies świata, oraz najwyższy pies świata. Oba rekordy zostały przyznane mu 15 lutego 2010 roku, po wcześniejszym potwierdzeniu tego faktu przez dwóch niezależnych weterynarzy.

„W ciągu 45 lat mojej pracy z dużymi psami, bez wahania mogę stwierdzić, że George jest największym i najwyższym psem jakiego kiedykolwiek widziałem”, mówi dr Willaim Wallace z kliniki Buena w miejscowości Tuscon.

Największy pies świata urodził się 17 listopada 2005 roku i należy do rasy dogów niemieckich. Potrafi zjeść nawet do 50kg karmy miesięcznie, siedzieć na krześle jak normalny człowiek oraz sięgać i pić z kuchennego zlewu, a drzemki urządza sobie na dwuosobowym łóżku, na którym nie leży nikt oprócz niego.

O Georgu dowiedziała się nawet Oprah Winfrey, która parę dni po przyznaniu mu rekordu, zaprosiła go do swojego programu. Podczas lotu do Chicago, ze względu na swoje rozmiary, nie zmieścił się do luku bagażowego, w związku z czym, linie lotnicze zgodziły się na umieszczenie go w strefie dla pasażerów, gdzie zajmował aż 3 miejsca. W samolocie był prawdziwym gwiazdą, z którą każdy z podróżujących chciał sobie zrobić zdjęcie. Szał na jego punkcie był tak duży, że w pewnym momencie, musiał interweniować sam pilot.

Największy pies świata - rekord Guinessa

„To bardzo grzeczna psina. Nie ma w nim cienia agresji. Czasem tylko nie chce mnie słuchać ale mimo wszystko bardzo go kocham”, wyznaje właściciel, Dave Nasser.

Poprzednim rekordzistą w tej samej kategorii był inny dog, Titan, mierzący niecałe 2 cm mniej.

Więcej zdjęć Georga możecie obejrzeć na jego oficjalnej stronie pod adresem http://www.giantgeorge.com/photos.html
 

 
przepraszam, że nie dodaje wpisów, ale nie mam pomysłów na urozmaicenie mojego bloga. Może pomożecie. Dajcie pomysły w komentarzach lub prywatnych wiadomościach. Czekam.
 

 
Małe zmiany, mam nadzieję, że wam się podobają )
 

 
Każdy właściciel pupila, czy to psa czy to kota, chce aby jego sierściuch był jak najbardziej zadowolony z życia. Will DaSilva postanowił urozmaicić swojemu psiakowi życie i zabrał go ze sobą na... skok spadochronem.
 

 
  • awatar Gość: Chciałoby się takiego przytulić :D
  • awatar Olena15: olbrzym a nie misio... ale fajny
  • awatar Gość: Chcę takiego! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie do końca jesteśmy przekonani czy 8-letni Harbor z Kolorado przez swoje duże uszy lepiej słyszy niż inne psy, ale wiemy na pewno, że 31 i 34 centymetrowe uszy przysporzyły mu sporo zainteresowania. Habor właśnie trafił do Księgi Rekordów Guinessa jako pies z najdłuższymi uszami.

Właścicielka psa Jenifer Wert twierdzi, iż Habor przez swoje długie uszy nacierpiał się odrobinę za młodych lat. Niekiedy ktoś z domowników w wyniku braku uwagi wpadł na uszy angielskiego coonhounda. Jenifer dodaje, że zdarzyło jej się spacerować z Harborem gdy ktoś na ulicy zatrzymał samochód i chciał zrobić psu zdjęcie.
 

 
Czerwony mastiff tybetański - jak już po nazwie można się domyślić, to niezwykły pies. 11-miesięcznego psa z Ogrodu Mastiffów w Laoshan w Chinach właśnie odebrał pewien chiński milioner. Kupił on bowiem tego pupila za 1,5 miliona dolarów, co stanowi w tym momencie rekord świata!

Pies dotąd wabił się Big Splash czy po chińsku Hong Dong. - Kiedy dziesięć lat temu rozpocząłem prowadzenie tego biznesu, nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek dostanę aż tyle pieniędzy - opowiedział reporterom Pan Lu z Ogrodu Mastiffów.

Dlaczego ten pies był aż tak drogi? Otóż czerwony mastiff tybetański to starożytna rasa, która jest wysoce kojarzona z górskimi częściami Tybetu gdzie najprawdopodobniej się wykształciła. Dodatkowo dawni mieszkańcy okolic Tybetu przywiązywali do wyglądu mastiffa znaczenia psychologiczno-mistyczne.

A Big Splash to wyjątkowy okaz swojej rasy, zdrowy, silny oraz z idealnymi genami. Cena nie mogła być inna. Aktualny właściciel może sobie jeszcze dorobić na tej inwestycji, gdyż Big Splash jest również atrakcyjnym reproduktorem dla hodowców.

źródło :
http://rly.pl/ciekawostki/1350-najdrozszy-pies-swiata-sprzedany-za-1-5-miliona/
 

 
Obora ze świeżym siankiem to coś o czym z pewnością marzy każdy koń po ciężkim dniu pracy w polu. Jednak Crunchie, kucyk z Wielkiej Brytanii jest w zupełnie innej sytuacji. Od lat cierpiał na katar sienny i inne choroby układu oddechowego. Ostatni atak astmy, który skończył niemal tragicznie dla zwierzęcia zmusił właścicieli do wykonania odpowiednich testów.
Okazało się, że koń mieszkający w schronisku dla zwierząt Cheshire jest uczulony na siano. Zmusiło to jego właścicieli do gruntownego przearanżawania jego legowiska, usunięcia suchej trawy i zastąpienia jej... gazetami. Materiał do wyścielenia obory dostarcza za darmo lokalna firma zajmująca się przeróbką makulatury. Co ważne dla schroniska borykającego się z problemami finansowymi robi to zupełnie bezpłatnie.

18 letni kuc został porzucony przez poprzedniego właściciela w 2007 roku. Crunchy nigdy nie był okazem zdrowia. Zwierzę kuleje z powodu złego traktowania przez ludzi. Ten konik nigdy nie powinien nosić na grzbiecie dorosłych ludzi, tymczasem takie zabawy doprowadziły do jego niepełnosprawności. Pomimo to jest spokojnym, przyjaźnie nastawionym pupilem pracowników i sympatyków schroniska. Od czasu rozwiązania problemu z alergią tryska energią.
  • awatar Świat zwierząt: źródło : http://rly.pl/dziwactwa/2097-kon-uczulony-na-siano-spi-na-stosie-gazet/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›